do 14 mam urlop planowałem go poswięcić na kończenie rozbudowy- tak dalej, albo dziwki i wakacje, ale w sumie w chuju to mam o ile Aleks i Pherun przyjadą xD
@Aleks: trochę późno, ale raczej tak. Urlop mi sie kończy, nie zapomnę go nigdy, a i pewnie nie będę musiał bo wcześniej umrę, no ale mogę Wam jakiś nocleg i ognisko ogarnąć teraz czy coś, ale to już ez atencji szczególnej- płacić będzie trzeba, albo spać u mnie na budowie przyszłego hostelu, albo na rancho pod namiotami.
Proponuję inbe u mnhie w Kotlinie Kłodzkiej, myślę że załatwiłbym coś sensownego z widokami i tolerancją- za góra 50 cebulionów od osoby.
Proponuję Radków albo coś w Czechach
Smieszki checheszki a tymczasem nikt nie zgłębia mądrościWedów Charyjskich!
Które powinny być wyssane z mlekiem matki!
Robią jedzenie do podgrzania w mikrofali i sposób podgrzania piszą najmniejszym drugiem gdzieś z tyłu. 2/5
@Deykun: no bez przesady, to nie jest rocket science. Kotlety z marchewką i groszkiem / buraczkami mają dobre
O wegetarianizmie
Kiedyś miałem problem z jelitami i miałem taką dietę: ryż, brokułkę, gotowane warzywka. I powiem wam, że od czasu do czasu zdarzał się kurczaczek duszony, gotowany właściwie. To była wtedy dla mnie uczta. Marcheweczka, marchewczka, brokułki, czasem kurczaczek. Tylko jedna rzecz. Jak normalny człowiek może wyżyć o samych warzywach. BEZ MIĘCHA
Może i nie jesteście w sektach, jecie nabiał, ale mięsa nie jecie. To wszystko jest fajne, nie, jest to jeden miesiąc, jest to drugi miesiąc, inaczej. Miałem tę dietę, nie mogłem jeść nabiału. A nabiał to zajebista rzecz, wam to może nieznane, jest coś takiego jak kotleciki sojowe. Soja może spokojnie robić za mięcho. Ja kotlecik kupowałem i gotowałem w wywarze warzywnym i smakowało prawie jak mięso.
No ale własnie, kotleciki sojowe, smaczne, substytut mięsa.
Ale cały czas zachodzę w głowę. Chodzi mi o to: jak można odmówić sobie zajebistej przyjemności zjedzenia sobie małego kawałeczka mięsa?
Ja bardzo bym chciał nie zabijać, nie jeść mięsa, bo to humanitarne. Popieram tę całą ideologię niejedzenia mięsa. Ale trzeba sobie uświadomić jak twardą trzeba mieć psychikę, żeby odmówić sobie jedzenia mięsa.
Przypowieść o kaczce
Kiedyś ojciec, który był po dwóch zawałach, dał mi kaczora, to był taki kaczor, którego musiałem zabić. Złapałem go, wziąłem pod pachę. Ale wiecie, nigdy nie zabijałem zwierząt. To był silny kaczor, kaczka-mutant, ogromny. Chodziłem na siłownię i tylko ja go byłem w stanie utrzymać. Gdy kaczor się szarpał, ojciec trzymał głowę, a ja ją siekierką uciąłem. I słuchajcie, szybko ten tułów kaczora skierowałem do wiadra, żeby wyciekła krew. Lewą ręką go trzymałem i akurat moja lewa dłoń znajdowała się tam gdzie ma serce, gdzie kaczuszka ma klatę. Jego serce biło bardzo szybko, potem jeszcze szybciej, a następnie coraz wolniej, bo krew spływała. Powiem wam chłopaki, że to było traumatyczne przeżycie dla mnie. Ale powiedziałem sobie ważną rzecz: Jeśli nie zjem tego mięsa, to nigdy nie będę jadł w życiu mięsa. Ale miałem taką ochotę ma mięso, że powiedziałem sobie: zjem to mięso