Jezus nie został bogiem. Zawiłości dogmatu o trójcy wymagają lat ciężkich studiów teologicznych by to zrozumieć. I stracić wiarę.
nie interesują mnie jezusy, szczytem bezczelności jest umieszczanie tego bezwartościowego niczego w g/Nauka
@borysses bardziej pasuje tutaj grupa filozofia.
Właśnie z tego powodu o aborcji nie można mówić jako o morderstwie — płód i osoba dorosła są diametralnie różnymi bytami i przyrównywanie tych dwóch czynów jest efektem nieścisłego systemu wartości
Zbyt duże uproszczenie. Pytanie w jakim wieku płód i czy sama możność stania się człowiekiem czyni coś człowiekiem? Takie wartościowanie jest trudne do zaakceptowania przez matki i ojców, którzy chcą by ich dziecko było tak samo chronione jak człowiek i uważają je za człowieka. Przeciwny interes mają osoby, które chcą aborcji. Niech każda strona ma prawo do własnych przekonań i życie nienarodzonych dzieci będzie chronione jak życie urodzonych jeśli tego chcą rodzice.
To prawda, że dokonując aborcji poświęca się pewne życie — taki sam rodzaj życia poświęca się jednak decydując o zaprzestaniu dalszej terapii osoby po śmierci mózgu.
Bardzo złe porównanie. Jak można porównać życie, które ma potencjał stania się pełnowartościowym człowiekiem z życiem, które nigdy się nim nie stanie?(chociaż czasami i w tym wypadku zdarzają się niespodziewane wybudzenia).
Powszechny odbiór aborcji jest efektem niedokładnego zrozumienia na czym ona polega
Autor nie wyjaśnia jak powinna być rozumiana aborcja jego zdaniem
oraz na wpływie światopoglądowym osób, dla których płód posiada wszystkie przymioty osoby
Tak, to chyba naturalne, że ludzie uczłowieczają swoje nienarodzone dziecko?
Trzeba mieć nadzieję, że coraz więcej osób swoje poglądy na ten temat będzie opierało nie na emocjach, ale na faktach
Nie wiem jakich faktów brakuje autorowi. Tak emocjonalne podejście do sprawy przez rodziców jest naturalne i pożądane z punktu widzenia ewolucji. Natomiast to czy sama możność istniejąca w bycie pozwala na traktowanie tego bytu jak coś czym się staje jest kwestią filozofii i światopoglądu.
Po pierwsze: już widzę jak grażyny ekspedietnki w spożywczakach wycinają kwadraciki z żelków-misiów i przeklejają stare na opakowaniach :D
Po drugie: baba z filmiku tak mnie rozśmieszyła, że aż gifa musiałem zrobić :D http://imgur.com/xN2H38A
Moim zdaniem jest to jeden z czynników atrakcyjności piersi i wcale nie najważniejszy. Tak jak to jest napisane w treści z joemonstera ( znana teoria) główne znaczenie ma ich kształt i rozmiar. Kształt jakby imitujący tyek, co ma uzasadnienie ewolucyjne w tym że nasza postawa jest wyprostowana/pionowa/dwunożna i liczy się to co mamy w zasięgu wzroku ( u małp jest inaczej dlatego liczy się dla nich kształt i kolor yy dupy). Dochodzi jeszcze rozmiar, którego preferencyjność jest uzasadniona większymi możliwościami wykarmienia dziecka ( ten art próbuje to podważyć a jest to oczywiste i było przedmiotem wielu badań). Moim zdanie na kolejnym miejscu jest jeszcze czynnik kulturowy a dopiero potem system nagrody za stymujację sutków.
Kiedyś najebany zadałem kumplowi takie pytanie czy to możliwe ale to dotyczyło gazu w zapalniczce. Jak fajnie wiedzieć że taki stan istnieje ;_:
Taaa, tylko się tego nie trawi. Butelkę z plastiku też można zjeść... No i wcale nie jest tak łatwo. Robiąc sferyfikację trzeba uzyskany "kawior" szybko zjeść. Po około 10-15 minutach z jędrnych kapsułek robi się coś porównywalnego twardością ze śrutem.
Chcącym sprawdzić polecam poszukanie w aptece kleju do protez (protefix) opartego na alginianie sodowym i eksperymentowanie. Im krótszy czas kąpieli w CaCl2 tym błonka bardziej miękka. No i po uzyskaniu kapsułki trzeba przerzucić ją do kąpieli wodnej w celu zatrzymania polimeryzacji.
I jeszcze jedno, w butelce plastikowej jest woda, w błonce jest roztwór alginianu a nie woda.
Prawda jest taka, że nie są to osoby które chcą się zabić. Oni uważają, że jadą BEZPIECZNĄ PRĘDKOŚCIĄ i nic im nie zagraża, nie zagraża również nic innym osobą na drogach. Przynajmniej tak myśli 99% piratów drogowych.
Jakieś dane, na te 99%?
Dzięki. Dzisiaj 21 i mam za parę godzin jechać samochodem, więc dzięki temu tekstowi będę obsrany po pachy.
600-tna treść boryssesa - trzeba jakoś skomentować. Do dzieła zatem:
W tego typu analizach o rozpiętości wielu dziesiątek a zwłaszcza setek lat zawsze intrygowało mnie jak poradzono sobie z problemem błędu pomiaru temperatury wynikającym z umieszczenia stacji pomiarowej w centrum miast i miasteczek (z tego co wiem tylko tam kiedyś mierzono). Czynników które dodatkowo wpływają na temperaturę w mieście jest tak wiele, że nawet nie ma sensu ich tu wypisywać, ponadto dochodzi ich zmienność z upływem czasu. Jest więc sytuacja następująca: mamy równanie liniowe X+Y=Z, gdzie X to temperatura miejsca bez wpływu działalności ludzkiej, Y to właśnie ten wpływ działalności ludzkiej, zaś Z to wartość zmierzona. Znam tylko wartość Z, mam klasyczne równanie liniowe z dwoma niewidomymi. O zmianie wartości X (czyli ociepleniu) na podstawie zmiany temperatury mierzonej Z można mówić na poważnie jedynie w przypadku gdy ta zmiana jest "zauważalnie większa" od wartość błędu Y. Tak chyba nie jest, całe ocieplenie to coś bliskiego 1C (doszliśmy do 1C?) podczas gdy Y to jakiś 1-3C w zależności od wielkości miasta.
Czy ktoś mógłby to przystępnie wyjaśnić?